Tak, to jest to, co mnie kręci w fotografii od strony techniki — możliwie jak największy element światłoczuły i nie taki, który zapisuje informacje w sposób zero-jedynkowy, ale taki, który poprzez swój specyficzny makroświat nadaje zdjęciom całkiem innego charakteru. Do tego oczywiście należy dodać jeszcze szczyptę czegoś, co podobno nie każdy posiada, zrealizować kilka autorskich receptur albo skorzystać z istniejących [też autorskich] i dostaniemy w efekcie rzecz magiczną — obraz. O funkcjach obrazu, jego cechach i wszelkich sprawach formalnych i technicznych — będziecie Państwo mogli przeczytać w artykułach. Tymczasem zapraszam do oglądania portfolio w nadziei, że na dobre się tam zadomowicie. Ale ostrzegam, będziecie narażeni na sporą dawkę obrazów nierzadko kontrowersyjnych, pozbawionych łatwych walorów estetycznych, a czasami nawet będziecie odbiorcami treści gorszących. Zachęcając jednakowoż do pokonania tych trudności autor oświadcza, że nie ponosi odpowiedzialności za interpretację swoich wytworów i za wpływ jaki wywrzeć one mogę na widza.
A w zasadzie fotografia artystyczna — to mgliste i nie dające się zdefiniować pojęcia. Bo jakże i względem jakich kryteriów można dokonywać klasyfikacji? Co decyduje o tym, że jedno zdjęcie wpasowuje się w kategorię artystyczną a inne zupełnie od niej odbiega? Czy kryterium artyzmu może być osoba twórcy, czy ON-TWÓRCA określa zasady pojęciowe pozwalające nadać miano dzieła tworom, które wyszły spod jego ręki lub przedmiotom, które wybrał? Czy okrzyknięcie dzieła DZIEŁEM jest procesem twórczym, pozwalającym owemu dziełu odtąd na autonomiczny byt, czy też potrzeba spełnienia tego warunku ma cechy obiektywnej prawdy lub zasady? Pytania. Wciąż pytania. Fotografia jest grą z rzeczywistością i z całą pewnością może być pojmowana jako znak lub zespół znaków. To bliskie mi podejście semiotyczne. Odsuwa ono na plan dalszy związek fotografii z rzeczywistością jest ona bowiem postrzegana jako zespół znaków tworząc tym samym zjawisko komunikacyjne. Zapraszam na przechadzkę po znakach i znaczeniach, symbolach, kontekstach, odniesieniach i przedmiotach tych odniesień.
O projektowaniu graficznym można napisać bardzo wiele, ale z całą pewnością nie to, że jest to dziedzina ciesząca się estymą czy mówiąc prościej powszechnym uznaniem. Nie dzieje się tak bynajmniej za sprawą tego, że to działka mało istotna, bo jest zgoła odwrotnie, ale przez to, iż powszechna dostępność narzędzi — popularnych edytorów graficznych — dała pole do popisu wszelkiego gatunku uzurpatorom, którzy tyle mają wspólnego z projektowaniem graficznym, co ja z chińską kuchnią. I taka tendencja, widoczna nie tylko zresztą w dizajnie, powoduje, że profesjonaliści przegrywają grę rynkową i zalewa nas wszechmocny chłam. A brak rzeczywistej edukacji estetycznej dopełnia dzieła. Dlatego tak wyglądają nasze ulice, wydawnictwa drukowane, strony internetowe, etc., etc. Jak temu zapobiec? Jak odwrócić ten trend? Nie ma jednoznacznej recepty. Szacunek dla cudzej profesji wydaje się być kwestią mentalną ale nie fundamentalną — a otoczenie — cóż… wygląda dalej jak wyglądało. Szerzej o tych sprawach — w moich comiesięcznych felietonach, do czytania których bardzo Państwa zachęcam.
kamera wielkoformatowa 13x18 cm;
obiektyw 180/f2,8;
Kodak Xray
kamera wielkoformatowa 4x5 cala Wista 45
obiektyw Nikkor
HP5
kamera cyfrowa
obiektyw 50/f1,8
kamera OM2n
mikrofilm dleta 100
obiektyw 50/f1,8